Szczęść Boże wczesnym porankiem.
Oto pobudzam myślenie zaspanych jeszcze najprawdopodobniej.
Muzyka łagodzi obyczaje, Komorowski opowiada że się godzi, natomiast przyroda jako środowisko pierwotne każdemu człowieku, leczy jego, zaś głównie stargane nerwy co je sobie stargał poprzez się z przyrody wyobcowanie jakkolwiek nieodłączną składową tej przyrody będąc.
Jest więc chyba dobrą świecką tradycją, że sobotą popołudniem, niczym Fauny, idziemy gdzieś w górki.
Na psychikę i ogólny zdrowostan ludzki daleko bardziej zbawienny wpływ ma okoliczność drzew iglastych, ale i tak ze spaceru grądem starałem się pokazać wyłuskiwane uroki.
I tak (wedle numeracji załączników co poniżej):
015/ Przywykłem oglądać raczej potylice ludzi czymś zajętych, chyżo pomykających, niewiele z piękna świata widzących.
016/ Mówią, że krasnoludki jak idą, to się śmieją, bo ich trawa tamże łaskocze, a dla krasnoludka skrzyp to już drzewo.
017/ Tylko w Nowej Zelandii mamy jeszcze troszkę większych skrzypów i ogromne paprocie.
018-020/ Studium „drzew” podbiału z perspektywy krasnoludka.
021-025/ Runo-poszyt, odziomek i dalej w górę – piękno każdej warstwy górskiego lasu.
026/ Cienką strugą-bruzdą ścieka sobie górski strumyczek, po miemiecku der Bach, nie żaden tam panie Mozart.
027/ A tu bruzda na korze świerka zabliźnia siebie, a i tak żadne państwo nie czuło jak pachło żywicą, gdyż gnało popędzane swoimi jakże wielkimi sprawami. Czuło?
028/ Opowiadał kiedyś święty człowiek misjonarz z Afryki, Zbyszek Kusy ofm., jak to jednemu człowieku beskidzkie świerki robią za sklepienie katedry.
029/ Gra światła i cienia jak też półpreźroczystości, a to ino buk.
030/ Bliższe studium poprzedniego.
031/ Wyraźnie widzimy które igły na świerku tegoroczne.
















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz